Pszenica
- Niewiele tego. O, pszenica! Jak będziesz szedł po boczek, nakarm przy okazji ptactwo. Jutro możemy o tym zapomnieć. Przypilnuję ognia. Nasypałem parę garści ziarna do swego kapelusza i wyszedłem. Za domem, od strony rzeki, wznosiły się dwie budowle: jedna większa - zapewne stajnia, druga malutka, otoczona drewnianym płotkiem, za którym gdakały śnieżnobiałe kokoszki, a wspaniały kogut, z ogonem jak wachlarz, dumnie kroczył wzdłuż ogrodzenia. Opróżniłem zawartość kapelusza, a gdy ptactwo rzuciło się hurmem na pokarm, uchyliłem furteczki i wkroczyłem do środka. Niski kurnik z pochyłym daszkiem zajmował jedną trzecią całej przestrzeni. Ukląkłem i zajrzałem do wnętrza. Na grzędach było pusto, lecz na ziemi, na rozłożonym sianie, ujrzałem trzy bielutkie jajka. Zgarnąłem je, płosząc odętą kokosz siedzącą w rogu. Dostrzegłem dalsze cztery jaja, a w chwilę później jeszcze dwa. Wszystkie włożyłem do kapelusza i stanąłem na progu domu dumny jak paw. - Przyniosłeś boczek? - zapytał Karol pochylony nad garnkami.
Przez furtkę .