Bez fatygi

Więc nie fatygowałem się, by sprawdzić. Minuta goniła minutę, a ja ćmiłem fajkę niecierpliwiąc się, że Karol nie wraca. Skończyłem palenie, wyczyściłem główkę fajki, wstałem trzymając broń w garści. Skrzypiący odgłos kroków dobiegł mych uszu. Zza węgła wyjrzała sylwetka ludzka. - To ja. Pański przyjaciel pana prosi, bo we dwu nie możemy dać sobie rady... - Z czym? - zdumiałem się. - Chodźmy, szkoda czasu. Nie była to żadna odpowiedź, lecz skoro Karol mnie wzywa... Obeszliśmy dom, w oknach było ciemno. Nie znaleźli lampy? - Zechce pan wejść... Pchnąłem drzwi. Trudno mi opisać dokładnie to, co się ze mną stało, gdy przekroczyłem próg izby. Zarzucono mi coś na głowę, wytrącając równocześnie broń z dłoni. To "coś" musiało być wielkim workiem, bo opadło na mnie, sięgając niżej pasa, unieruchamiając obie ręce. Nie zdążyłem krzyknąć, tak mnie zaskoczył ten napad. Czułem, jak mnie oplatają sznurem czy też rzemieniem. Później zostałem uniesiony przez kilka par rąk i położony (przyznać muszę, dość delikatnie) na podłodze.

klimatyzacja warszawa Lampy Bielizna damska Przez furtkę .